| Kończąc kurs na ratownika WOPR, weekend 2-4 czerwca spędziliśmy nad Soliną, gdzie mieliśmy okazję poznać fach ratownika 'od kuchni'. Pogoda nam dopisała, to znaczy przez cały czas było mokro :))) |
 |
| W drodze, niedaleko Polańczyka gdzie zmierzamy, zbieramy razem tych szybszych i wolniejszych, mniej i bardziej obładowanych. |
 |
| Ten w czerwonym to Superman, właśnie startuje, ale ten obok to kto ??? Zbyniu ??? |
 |
| Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem, nie pozostało więc nic innego, jak rozpalić ognisko. |
 |
| W sobotę po śniadaniu i chwili ćwiczeń pierwsi odważni podeszli do zaliczenia z reanimacji. |
 |
| Inni w tym czasie podziwiali takie widoki ... |
 |
| ... albo takie ... |
 |
| ... ale wszyscy i tak wylądowali przy jakiejś pracy, tutaj wysypujemy żwirem gustowny placyk w miejscu niedawnego bajorka. |
 |
| Marek kosi co popadnie :)) |
 |
| Chłopaki likwidują stosik śmieci ... chociaż przysiągłbym, że Cynek nosił tą blachę ze 3 razy :)))) |
 |
| Witek grabi co rozsypaliśmy ... albo drażni Lutka ... chociaż nie, wrócił ze wszystkimi kończynami, chyba jednak grabi :)) |
 |
| Ten uroczy gentelman w nietypowym kapelusiku to nasz instruktor Waldek - właśnie pełen poświęcenia zmusza kolejnego nieszczęśnika do reanimowania fantoma :) I tak w sumie minęła sobota. |
 |
| Wieczorem - wiadomo. Słowa uznania dla Wojtka, który kupił, sprawił i uwędził łososie. Niebo w gębie !!! |
 |
| Niedziela rozpoczęła się i przebiegała pod znakiem zajęć w wodzie, na początek skok z wysokości 'na bombę', do wody leci Zbysiulek :) |
 |
| Jak już poskakaliśmy sobie, Waldek zabrał nas na przejażdżkę 'Mariuszem' po Solinie ... |
 |
| ... a na środku kazał wysiadać ... w dodatku nie zwolnił ... |
 |
| ... co w niektórych przypadkach dawało tak widowiskowy efekt :))). Na koniec wybraliśmy się na wycieczkę kutrem o dźwięcznej nazwie 'Egida' i pożegnaliśmy deszczowe Bieszczady. |